Fraszka – szybko, łatwo i przyjemnie. Dystans na tyle krótki, że gdzie tylko nie było podejścia, to mogłem biec. Niby 17km, a jednak przewyższenia robiły swoje i prędkość średnia malała. Czas na pieszej trasie dłuższej (z kopyta) 2h 25min. Osobisty sukces – 14 min po Sebastianie Ciesiółce ;), ale jednak to była jego osobista porażka. Widać mi podeszła trasa dobrze.
Wystartowaliśmy we czwórkę. Zaliczenie punktów w dowolnej kolejności. Wybieramy wariant z podejściami na początku – czyli S, 5, 6, …, 15, 4, M. Do 5 lekki trucht czerwonym szlakiem, na granicy lasu podejście pod szczyt. Niby wszytko jasne i oczywiste, lecz podnóże komin wulkanu ma od zewnątrz i od wewnątrz. Dzięki małej wskazówce wchodzimy do „środka” wulkanu. Podbicie i azymut na południe. Chłopaków zgubiłem.
Odnajdują się przy przejściu przez strumień. Podejście pod Bazaltową Górę zajęło nieco więcej czasu. Kierowaliśmy się na szczyt. Wyprzedzam grupę podbijam PK6 i z radosnym „tchus” skierowanym do reszty grupy zbiegam azymutem na południe do utwardzonej drogi. Dobiegam do czerwonego szlaku, zejście na drogę i pokonuję strumień. Odbicie na wschód i PK7 z głowy.
Mijam się cały czas z dwoma biegaczami. Podbieg czerwonym szlakiem do utwardzonej drogi, przez działki budowlane do podnóża Góry Radogost i mozolne podejście na szczyt. Podchodzę od północnego wschodu więc i tak nie jest źle, bo widziałem osoby podchodzące od północy. Podbijam PK8 na wieży – nieźle wieje. Zbiegam z góry do utwardzonej drogi, podbieg na zachód i przy PK9 spotykam ludzi z drugiego miejsca trasy krótkiej.
Podejście „strumieniem” i znów biegnę – przy PK10 spotykam się z dwoma biegaczami biegnącymi z moją kolejnością. Zaczynają pojawiać się osoby z przeciwnej strony. Na chwilę przestaję myśleć i do PK11 wybieram opcję za kolegami-biegaczami. I tu błąd, bo robię dodatkowe metry i od tego momentu już ich więcej nie widzę.
Do PK12 zbieg konkretnie ośnieżoną trasą. Za Siedmicą piechurzy przekazują mi radosną wiadomość „jesteś czwarty”. Oczywiście analiza musiała być – jeśli podzieliliśmy się według rozkładu normalnego to będę na mecie koło 8-9 miejsca, ale jednak atak na góry mógł przeważyć i w tym momencie przesuwam się ku czwartemu miejscu.
Dobiegam do PK12 – widzę plecy jednego ze ściganych biegaczy. Kolega z naprzeciwka krzyczy – „masz małą stratę do trzeciego”. To motywuje. Biegnę, biegnę, biegnę. Droga łatwa, warianty oczywiste i PK13. Jacyś ludzie z dziwnymi psami – chyba lokalni, którzy chcieli zobaczyć o co w tym chodzi. Stuptuty się zerwały, czuję jak śnieg wchodzi mi do butów. Za lasem w prawo ;) i do żółtego szlaku.
Podbicie PK14 i 100m w plecy, ale dwukrotne myślenie procentuje i szybko wracam na prawidłową trasę. Znów śnieg i chyba najgorsze podejście trasy ze śniegiem. Do PK15 właściwie nie wiem gdzie jestem i ufam, że żółty szlak poprowadzi mnie dobrze. I jest PK15! Szybki zbieg i zjazd na butach do strumienia. Liczę mosty i w odpowiednim momencie odbijam w poszukiwaniu wiaty. Wiata jaka jest każdy wie, ale ścieżka już nie wydawała mi się taka oczywista. Nie wiem czego się spodziewałem.
PK4 podbity i już szybciutko do bazy – chyba goniłem tak szybko, że GPS przestał liczyć mi dystans ;). Dobiegam jako szósty zawodnik trasy „z kopyta” :D. Dla mnie wynik super!
![Dream team :]](http://forwardfeed.pl/wp-content/uploads/2010/03/IMGP2766-300x200.jpg)

Nazywam się